Wiosna przywitała nas w tym roku piękną słoneczną pogodą, więc 21 marca postanowiłem pojechać na wycieczkę z pierwszymi poważnymi podjazdami.
Celem była Czyżyczka, czyli górujące nad Gierczycami wzgórze o wysokości 364 m npm. Byłem tam już wielokrotnie, w czasie gdy mieszkałem w Łapczycy, był to praktycznie mój podstawowy podjazd treningowy. Obecnie mieszkam w Niepołomicach, wiec do stóp Czyżyczki mam około 15 km, ale dzisiaj postanowiłem tam jechać i zmierzyć się z tym dość ciężkim podjazdem na samym początku sezonu.
Po około 40 minutach od wyjazdu z domu byłem u stóp podjazdu, włączyłem kamerę i nowy mikrofon (testowałem nowym sprzęt) i ruszyłem pod górę. Poszło w miarę sprawnie, niezbyt szybko, ale też bez większej tragedii - podjazd długości 2,4 km (128 up, 14% max, 6,2% avg pokonałem w czasie 12:28). Na szczycie sfilmowałem cmentarz 336, obok którego niestety ktoś wystawił dom, oraz widoki i ruszyłem dalej - dość nietypowo, ponieważ po grzbiecie Czyżyczki w stronę Nieszkowic Małych drogą dojazdową do pól. Trasa okazała się świetna, z pięknym punktem widokowym pod kapliczką. Po dojeździe do asfaltu nakręciłem w kierunku Grabiny, gdzie odwiedziłem cmentarz wojenny 337 będący również efektem krwawych walk o Czyżyczkę.
Drogę powrotną zaplanowałem przez Buczynę, kiedyś dość często zdarzało mi się tędy jeździć, ale ostatni raz byłem w Buczynie bardzo dawno. Ten wariant oznaczał kolejny dość solidy podjazd, choć już bez 2 cyfrowych stromizn. Z Buczyny mogłem zjechać asfaltem do Nieszkowic, ale zdecydowałem się na wariant terenowy i to był niestety błąd. Co prawda trasa momentami miała sporo uroku, ale zjeżdżało się ciężko, a na koniec wpakowałem się jeszcze w spore błoto.
Z Nieszkowic pojechałem na Siedlec, potem na Książnicy, dalej na Cichawe, a następnie szlakiem Żeleńskich pod pałac Żeleńskich w Grodkowicach. Następnie Brzezie, Staniątki i przez las do domu. Cała trasa to lekko ponad 42 km, ale jak na początek sezonu było to dość poważne wyzwanie i mocno się zmęczyłem.